Najnowsze posty

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kryminały. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kryminały. Pokaż wszystkie posty
Gillian Flynn - autorka "Zaginionej dziewczyny" i kreatorka wybitnie toksycznych postaci zadebiutowała w 2006 roku książką "Ostre przedmioty". I to właśnie jej pierwsza powieść była często polecana w dyskusjach o psychologicznych thrillerach. Czy słusznie?


Camille, tytułowa bohaterka - reporterka, przyjeżdża do rodzinnej miejscowości, aby napisać reportaż o niewyjaśnionych morderstwach małych dziewczynek. Powrót do domu jest bolesny, okazuje się, że stare ramy schematów i stereotypów, w których wyrastała, po latach uwierają jeszcze mocniej. Tym bardziej, że jej osobiste relacje z rodziną są bardzo złe. W tym małomiasteczkowym klimacie gorącego Missouri Camille miota się ze szklanką czegoś mocniejszego w ręku od jednego wywiadu do drugiego. Gdzieś w tle tego wszystkie toczy się śledztwo. Gdzieś tu jest morderca.

Ostre przedmioty to książka pełna wyrazistych kobiecych charakterów. Mężczyźni w tej historii właściwie nie istnieją. Camille - typ pełen demonów, cała pokryta bliznami, niby dziennikarka, ale z gatunku tych nienajlepszych, co i raz pakująca się do czyjegoś łóżka (wybór przypadkowy). Na początku wydawało się, że odkrywanie tej postaci będzie intrygujące, lecz według mnie po jakimś czasie stało się po prostu irytujące. Osobiście nie jest dla mnie wiarygodna. Dalej Adora, matka Camille, matka-psychopatka chciałoby się powiedzieć. Jej postać była odrobinę bardziej przekonująca, lecz nie na tyle, żeby w nią "uwierzyć". Najwięcej zadatków na ciekawą osobowość miała Amma, młodsza siostra Camille. Typowa Quenn Bee, tyranka i dręczycielka, a jednocześnie zwichnięta psychicznie dziewczynka. Można by to było kupić, gdyby nie jej wiek... 13 lat.

Dużo jest w tej książce niepokoju, bardzo niesmacznych kawałków i jakiejś nieuchwytnej odrazy. Autorka wrzuciła do "Ostrych przedmiotów" właściwie wszystkie elementy thrillerów. I tak mamy: wielką rezydencję ze służbą, porcelanowe wanny, narkotyczne sny pomieszane z chorą rzeczywistością, przedsiębiorstwo przetwórstwa mięsnego i oczywiście ostre przedmioty. A jednak mimo wszystko ta książka jest płytka, nie porusza do głębi. Może dlatego, że trudno tu się z kimkolwiek identyfikować, albo dlatego, że amerykański styl życia jest tak różny od tego na Starym Kontynencie. Brak tu czegokolwiek oryginalnego. Zieje z niej jakaś taka pustka. Nie jest to ani dobry thriller, bo akcja nie trzyma bynajmniej w napięciu, ani dobra książka psychologiczna, bo postacie wyrysowane są zdecydowanie za grubą kreską (budowanie charakterów przez autorkę wyobrażam sobie tak: pani X - "jakaś tam osobowość" dodajmy jeszcze alkohol. Narkotyki. Szpital Psychiatryczny. Ojciec nieznany. Kompleksy. I jeszcze, jeszcze, jeszcze więcej. Przecież ma być strasznie prawda? przesada!).

Po tak przeciętnym debiucie jestem tym bardziej zaskoczona jak bardzo udała się pani Flynn "Zaginiona dziewczyna". Raczej nie polecam.
                         
Ostre przedmioty. Gillian Flynn.
Ręka do góry kto tęskni za czytaniem książek do rana? Komu brakuje tego cichego głosiku w głowie "jeszcze tylko jeden rozdział, jeszcze tylko kilka stron"? Kto chciałby przypomnieć sobie, jak to jest zorientować się o 2.37, że przecież przed chwilą otworzyliśmy książkę?

Dziś kilka tytułów książek dla tych, którzy chcieliby dać się pochłonąć. 

recenzja
1. Dziewczyna z pociągu. Paula Hawkins. Trzy kobiety, trzy historie, jedna zagadka. Nie jest to żaden wybitny thriller, ale nie można mu odmówić dobrze zbilansowanego tempa akcji. Napięcie rośnie powoli, fabuła jest dopracowana - drobne niedorzeczności nie rażą, a przynajmniej nie tak bardzo. No i najważniejsze - "Dziewczyna z pociągu" mknie jak tytułowy pociąg.

recenzja2. Cichy wielbiciel. Olga Rudnicka. To także thriller, od którego nie można się po prostu oderwać. Akcja kręci się wokół tematu, który jeszcze nie tak dawno był całkowicie bagatelizowany i traktowany z lekceważeniem, a w najlepszym razie z dezaprobatą - mowa tu o stalkingu, bo tak fachowo nazywa się nękanie i dręczenie fizyczne i psychiczne. Jednak pomimo ciężkiej tematyki, książka jest bardzo przystępna, napisana lekkim i prostym (niestety momentami nawet zbyt prostym) językiem. W każdym razie przeczytanie tej 400 stronicowej książki zajęło mi jeden dzień.

3. Zaginiona dziewczyna. Gillian Flynn. Pisałam o niej na początku tego roku, bo zrobiła na mnie wielkie wrażenie. Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że akurat tutaj łatwość czytania idzie w parze z wysoką jakością. Polecam po trzykroć. Bardziej zainteresowanych odsyłam tutaj.

recenzja4. Seks na księżycu. Ben Mezrich. Dla odmiany przyjemna książka w gatunku obyczajówki-przygodówki, pod flagą american dream. Sympatyczna opowieść o chłopaku z NASA, który dla dziewczyny próbuje wykraść pilnie strzeżone skały księżycowe. Uwaga, ta historia jest oparta na faktach! Więcej o niej tu.

recenzja5. Trafny wybór. J. K. Rowling. Umieściłam "Trafny wybór" w tym zestawieniu przede wszystkim z uwielbienia dla stylu Rowling. Podziwiam to co ona robi ze słowami. Potrafi nimi czarować ; ) Równie dobrze mogłabym tu podać tytuł każdej części Harry'ego Pottera, jednak domyślam się, że większość osób ma za sobą czytanie Harry'ego, a problemy małego miasteczka Pagford wciąż są znane mniejszemu gronu czytelników. Pełna opinia dostępna tutaj.

A na koniec pytanie, co jeszcze dodalibyście do tej listy?


Smaczny kąsek dla wielbicieli dobrych, psychologicznych powieści. Pozornie zapowiada się na zwyczajny thriller: ot, zniknięcie żony w piątą rocznicę ślubu. Kto spodziewa się pościgów, nagłych zwrotów akcji, zmartwychwstania siostry bliźniaczki, tudzież trupów w szafie (a może?) i innych tego typu szaleństw, niemal zawsze obecnych w dzisiejszych kryminałach, może czuć się zawiedziony. Za to wszyscy inni - docenicie wyrafinowanie tej książki.

Gone girl recenzja

Nie będę nakreślać Wam zarysu fabuły, bo mieści się w samym tytule - dziewczyna znika. Pierwszym podejrzanym staje się automatycznie mąż. Ale ta książka jest bardzo nieoczywista i w sumie nie chodzi w niej o samą zagadkę. To świetne studium toksycznych związków, szaleńczej miłości i prozy życia, która podstępnie kradnie żar uczuć zostawiając tylko puste miejsce na nudę. Amy i Nick, którzy na przemian są narratorami powieści opowiadają o sobie nawzajem. Z każdym kolejnym akapitem dorzucają trochę nowego do obrazu partnera, co sprawia, że obraz zmienia się d i a m e t r a l n i e.

Język jest bardzo przystępny, czyta się lekko. Tutaj gra prowadzona jest nie tylko między dwójką głównych bohaterów, ale zostaje w nią wciągnięty także czytelnik. Zabił czy nie zabił? Kim ona jest? Autorka bawi się z nami (albo nami) - czasami wydaje się, że rozgryźliśmy to wszystko, czasami wyłapujemy nieścisłości i myślimy: "o mam Cię!", żeby zaraz potem zorientować się, że to był blef, podwójny blef. Wyobrażam sobie, że niektórych może irytować takie granie na nosie. Mi się to bardzo podobało.

Całkiem ciekawe były także przemyślenie Amy lub Nicka dotyczące bardziej ogólnych tematów. Oczywiście skupiali się głównie na sobie, ale od czasu do czasu dawali się poznać jako cyniczni obserwatorzy współczesnego świata.
Jeśli ktoś nas zdradza, wiemy jakie słowa wypowiedzieć; gdy umiera ukochana osoba, wiemy, jakie słowa wypowiedzieć. Jeśli chcemy odegrać ogiera, cwaniaczka albo głupka, wiemy, jakie słowa wypowiedzieć. Wszyscy korzystamy z tego samego wyświechtanego scenariusza. W tych czasach bardzo trudno być osobą, po prostu prawdziwą, rzeczywistą osobą, a nie zbiorem cech charakteru wybranych z pojemnego automatu z charakterami.
Myślę, że im bardziej czytelnik będzie podzielać ich pokrętne spojrzenie na świat i związki, tym więcej będzie miał satysfakcji z lektury.

Dlatego ja polecam z czystym sercem. Jeśli macie ochotę obejrzyjcie również film (to od niego zaczęłam przygodę z tą historią). Jest naprawdę dobry!
                          
Zaginiona dziewczyna. Gillian Flynn.

Gotycki kryminał. Powieść w duchu Dickensa i Collinsa. Wiktoriański klimat. Takimi określeniami reklamowana jest przez wydawcę "Złodziejka" Sarah Waters.


Epitety są jednak trochę na wyrost, zwłaszcza ten mówiący o książce jako powieści kryminalnej. Cóż, nie bawiąc się za bardzo szufladkowaniem myślę jednak, że trafniejszym określeniem byłaby po prostu powieść obyczajowa ewentualnie z wątkiem kryminalnym. Za to styl XIX - wiecznej Anglii to znak firmowy pani Waters. Jeśli lubicie taką oprawę, a Austen lub Brontë są dla Was zbyt poprawne to "Złodziejka" ma duże szanse przypaść Wam do gustu.

Powieść liczy bagatela prawie 500 stron i podzielona jest na trzy części różniące się narracją. Pierwsza z nich zarysowuje intrygę, przedstawia bohaterów, kreśli portrety psychologiczne i mami czytelnika złudzeniem, że wszystko potoczy się z grubsza tak jak podświadomie przeczuwamy. Dlatego radzę czytać uważnie, a im bliżej końca I części tym mocniej się skoncentrujcie, bo zwrot akcji jest niesamowity!

Intryga jest przednia, chociaż mnogość jej poszczególnych elementów można by rozdzielić na jeszcze ze dwie książki. Tytułowa złodziejka, czyli Sue tak to komentuje:
Myśleliśmy o sekretach. Tych prawdziwych i lipnych. Zbyt wielu, by je zliczyć. Kiedy próbuję teraz ustalić, kto wiedział o czym, kto wiedział wszystko, a kto nic, i kto był oszustem, jestem zmuszona dać za wygraną, bo ta myśl przyprawia mnie o zawrót głowy.
To chyba najlepiej określa czego można się spodziewać po "Złodziejce". Od siebie dodam jeszcze całą plejadę pomniejszych łotrzyków, wyrafinowanych łobuzów i naprawdę złych ludzi, których poznacie. Takiej obsady nie powstydziłby się Borges w swojej "Powszechnej historii nikczemności".

Czy zatem "Złodziejka" ma jakieś wady?

Owszem, według mnie jest zbyt rozciągnięta i momentami akcja staje się nużąca. Spokojnie mogłaby zostać "odchudzona" o kilkadziesiąt stron z pożytkiem dla tempa akcji. Ponadto, melodramatyczność zakończenia rzuca się długim cieniem na całą książkę. Niestety. Nie ma też co spodziewać się, że "Złodziejka" dostarczy materiału do głębszych przemyśleń bądź doznań duchowych. Po prostu czyta się z ciekawością, próbując rozwiązać zagadkę lub zwyczajnie śledząc fabułę. Ja spodziewałam się czegoś więcej, więc czuję lekki niedosyt.

Dla mnie 6/10. A Wy co myślicie o "Złodziejce'? Czytaliście jakąś inną książkę Sarah Waters? A może ktoś oglądał mini serial na podstawie tej powieści?
                            
Złodziejka. Sarah Waters.
Wakacyjny obóz. Powietrze pachnie latem, całymi dniami słychać śmiechy i okrzyki dzieciaków. Mecze w piłkę, rozmowy, małe miłości, wielkie przyjaźnie. Beztroska. Niestety dla czwórki nastolatków ten radosny wyjazd skończy się tragicznie. Nocą wymykają się z obozu. Nikt nie wraca, a dwa ciała zostają odnalezione w głębi lasu.

Harlan Coben

Po 20 latach od tego traumatycznego wydarzenia, prokurator Copeland, brat jednej z ofiar, wciąż nie może otrząsnąć się z bólu. Z rutyny codzienności wyrywa go dziwne wydarzenie, ale nie zdradzę Wam nic więcej.

Coben napisał niezły thriller, trzymający w napięciu. Akcja co raz zmienia kierunek. Fabuła jest w miarę nieprzewidywalna - mimo, że kilku wydarzeń na pewno się domyślicie, to gwarantuję, że elementy zaskoczenia też będą. Czyta się szybko, nie ma zbędnych dłużyzn.

Jednak, mimo że detale odróżniają "W głębi lasu" od innych książek Cobena, ogólny schemat jest podobny. Podobni bohaterowie, podobne skupienie na akcji, bez chwili refleksji nad warstwą psychologiczną, podobna konstrukcja, styl. Jeśli komuś to nie przeszkadza, to warto sięgnąć po "W głębi lasu".

A Wy, lubicie, polecacie? Może zaproponujecie jakiś inny kryminał na lato?

                                        
W głębi lasu. Harlan Coben.
Nie mówcie nikomu, ale ta książka naprawdę jest wciągająca. Emocjonująca. Pasjonująca. Cóż, nie bez przyczyny mówi się, ze to najlepszy thriller Cobena.


Pierwsza scena - jak z bajki - on i ona, zakochani od dziecka, wciąż sobą zafascynowani, wyjeżdżają nad jezioro by spędzić tam trzynastą rocznicę pierwszego pocałunku. Ładna miłość prawda? Mimo, że brzmi banalnie to jest na tyle subtelnie opisana, że nie ma w niej nic ciężkostrawnego. Romantyzmu sytuacji dodają nacięcia na drzewie pod inicjałami Davida i Elizabeth (po jednym na każdą rocznicę) i pływanie nocą po jeziorze. Ale jeszcze przed końcem tej upojnej nocy, życie Davida zmieni się o 180 stopni. On - zostaje napadnięty i pobity. Ona - martwa. 

Po 8 latach David dostaje dziwnego maila. W tytule wiadomości: E.P. + D.B. /////////////////////.
Dwadzieścia jeden kresek, dwadzieścia jeden nacięć, dwudziesta pierwsza rocznica pocałunku. A to dopiero początek długiej listy pytań.

"Nie mów nikomu" to podręcznikowy thriller. Z wartką akcją, z emocjami, dość czarno - białymi postaciami. Ponad 300 stron umyka nie wiadomo kiedy. Idealny na adaptację filmową (której niestety nie widziałam, ale miło się zaskoczyłam czytając, że film został zrobiony przez Francuzów, a nie przez Amerykanów).

Jak każdy kryminał, to dla mnie książka na raz. Przeczytać i zapomnieć. Jest ładnie skonstruowana, owszem, chociaż im bliżej wyjaśnienia zagadki, tym większa jest tolerancja na wszystko co nieprawdopodobne. Coben dochodzi do granicy pt. niemożliwe i może nawet lekko się za nią wychyla, ale jednak zostaje w krainie prawdopodobieństwa. Jak we wszystkich swoich książkach skupia się przede wszystkim na samej fabule, pozostawiając sferę duchową samej sobie. A może świadomie nie chce za bardzo wnikać w umysły bohaterów? W końcu to nie "Zbrodnia i kara" i zbrodnią nie jest nastawienie na samą akcję. Więc pomimo pewnej płytkości zwłaszcza wśród postaci drugoplanowych, z doktorem Davidem można się utożsamiać. 

Jednym słowem, fanom kryminałów na pewno się spodoba. A jeśli do tej pory sensacja nie była Waszym ulubionym gatunkiem, Coben i jego "Nie mów nikomu" będzie idealnym początkiem. Polecam z czystym sercem.

A Wy lubicie kryminały? Często sięgacie po ten gatunek?
                                         
Nie mów nikomu. Harlan Coben.