Najnowsze posty

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Utopia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Utopia. Pokaż wszystkie posty
Bez zbędnych wstępów II część trylogii "Niezgodna" rozczarowała mnie. Po prostu. A nie spodziewałam się rewelacji, o nie.

Zaczęłam swoją "przygodę" z twórczością pani Roth nietypowo, bo od filmu. Spodobała mi się koncepcja podziału na frakcje i niemal wyczuwalne napięcie między naszą parką głównych bohaterów. A jak wiadomo, słowo pisane ma większą moc dzięki sile wyobraźni, więc założyłam, że książka będzie jeszcze ciekawsza od filmu. I tu niestety mały zgrzyt. "Niezgodna" owszem nie była zła, ale okazała się typową, prostą lekturą dla młodzieży (nie obrażając tejże młodzieży). Właściwie sama nie wiem, czemu zdecydowałam się przeczytać "Zbuntowaną". Może z czasem zapomniałam jakie wrażenie wywarła na mnie pierwsza część i postanowiłam zaryzykować?

Niezgodna
Ciekawe co jest za granicami miasta, prawda?
W każdym razie oddając sprawiedliwość muszę przyznać, że kilka rzeczy się Veronice Roth udało w "Zbuntowanej". Jeśli sukcesem autora jest wykreować postać budzącą emocje, to Tris jest tego znakomitym przykładem. Jej rozterki są tak męczące, tak powtarzalne, a jej rozczulanie się nad sobą prowadzi do głębokiej irytacji. Cokolwiek się wokół dzieje - Tris chce umrzeć. Nie jest ani zbuntowana, ani pozytywna, ani Nieustraszona, ani Altruistyczna. Jest denerwująca. Natomiast Tobias jest równie bezbarwny co woda destylowana. Nawet postacie drugoplanowe nie wyróżniają się za bardzo, bo zanim zdążymy kogoś poznać i polubić to już umiera.

Trup ściele się gęsto, a jedne misje ratunkowe przeradzają się w kolejne. I owszem czyta się to szybko i lekko, bo i język nie jest zbyt trudny, a i opisów niezbyt wiele. Tylko nie daj Bóg, jeśli w tej wartkiej akcji czytelnik na moment się zatrzyma i pomyśli "zaraz, zaraz, ale o co tutaj chodzi?".

Bo konstrukcja logiczna całej tej dystopii burzy się jak domek z kart, gdy tylko uważniej się jej przyjrzeć. Wszyscy biegają tu jak poparzeni, serum prawdy leje się strumieniami, symulacje już nawet nie potrzebują strzykawek, żeby mieszać małym dziewczynkom w głowach. Jeden wielki chaos. Podział na frakcje ma jeszcze mniej sensu niż klasy profilowane w podstawówce. Mimo, że sama idea jest świetna to nie została zbyt głęboko rozwinięta. Nie widzę, też konsekwencji w prowadzeniu tego wątku. Bo czy tylko Nieustraszeni podejmują ryzyko? Okazuje się, że dowolna osoba z dowolnej frakcji z równą determinacją i bez strachu skacze z pociągu, czy przechodzi po drabinie między dwoma budynkami. Serdeczni zdają się mieć takie samo poczucie sprawiedliwości co Prawi. Na czym więc polega podział na frakcje? Bo ja miałam nadzieję, że głównie na tym, że to ludzi są różni i co innego jest dla nich oczywiste i łatwe, a co innego trudne. Ale okazuje się, że różnice dotyczą głównie takich błahostek jak fryzury, ubrania i noszenie okularów. Banalnie. Na dodatek zero poczucia humoru u jakiejkolwiek postaci.

Czyli podsumowując, "Zbuntowana" była dla mnie trochę irytująca, trochę nudna, a na pewno nie było to nic specjalnego. 4/10.
                                         
Zbuntowana. Veronica Roth.
Wyobrażaliście sobie kiedyś świat, w którym wszyscy byliby szczęśliwi? Świat, w którym nie ma chorób, starość została wyeliminowana i wszyscy wciąż wyglądają na 30 lat? Społeczeństwo, które nie toczy żadnych wojen? Gdzie każdy pracuje według swoich predyspozycji? Gdzie nikt nie jest samotny, bo "każdy jest dla każdego"? A ceną jest zaledwie brak nikomu i tak niepotrzebnej sztuki, rodziny i indywidualizmu. Drobiazg? Okazuje się, że tak, bo 99,9% tego utopijnego społeczeństwa jest naprawdę szczęśliwa.

Źródło
Huxley opisał swoja wizję "Nowego wspaniałego świata" 80 lat temu, ale mógł równie dobrze zrobić to 8 miesięcy temu i nikt by się nie zorientował. Zaprojektował ową rzeczywistość szczegółowo i zrobił to w sposób bardzo przemyślany. Oprócz wyżej wymienionych elementów, należy dodać jeszcze, że w społeczeństwie przyszłości ludzie powstają z próbówek (kto by się trudził rodzeniem dzieci). Każdy już w życiu płodowym jest przypisywany do odpowiedniej kasty - alfa, beta, gamma, epsilon. Bo w nowym, wspaniałym świecie mit o powszechnej równości już dawno został obalony (a przecież Huxley tworzył w czasach rozkwitu komunizmu). Jednak to, że jakaś osoba została zakwalifikowana do epsilonów, czyli najniższej warstwy społecznej, wcale jej nie przeszkadza. Przecież została uwarunkowana na to. Zna tylko dobre strony swojej sytuacji i nie pragnie zmian. A jeśli nawet kogokolwiek naszłyby jakieś wątpliwości zawsze może zażyć somę, narkotyk, który wymazuje wszelkie złe myśli. Świat totalny.

Huxley stworzył książkę, która jest świetna, bo można o niej dyskutować. Z jednej strony, wizja zaspokojenia wszystkich potrzeb w zamian "tylko" za wolność jest dla jednych kusząca. Z drugiej, każe się zastanowić czym tak naprawdę jest owa wolność. I czy zmanipulowane, non stop znajdujące się w narkotycznym śnie społeczeństwo jest naprawdę szczęśliwe. A ile w niej można znaleźć proroczych wizji? Odniesień do współczesnego świata? Ale nie chcę psuć lektury, więc więcej nie zdradzę.

"Nowy wspaniały świat" znajduje się obok "Roku 1984" i "Folwarku zwierzęcego" Orwella w kanonie gatunku. Trudno powiedzieć, który świat jest bardziej przerażający. Myślę, że każdy zainteresowany tą tematyką musi prędzej czy później sięgnąć po tę pozycję.

A Wy, co sądzicie o utopiach i antyutopiach? Czytacie takie książki?

                                        
Nowy wspaniały świat. Aldous Huxley.