Księżyc myśliwych

By | sobota, listopada 11, 2017 1 comment

Na Księżyc Myśliwych miałam apetyt już od 2016 roku. Można powiedzieć, że nawet wilczy apetyt, inspirując się tym bardzo magnetyzującym tytułem. Przeczytałam sporo recenzji na lubimy czytać i na zaprzyjaźnionych blogach, moje oczekiwania urosły do niebotycznych rozmiarów, aż w końcu przy okazji którejś wizyty w bibliotece udało się.


Tęsknota za tym, co straciliśmy lub czego nigdy nie zdobędziemy, sprawia, że nie ma nas ani tu, ani tam. Jesteśmy - nigdzie.
Księżyc Myśliwych to owiana pewną dozą tajemniczości książka z pogranicza thrillera, literatury obyczajowej i psychologicznej. Autorki określiły ją jako post-postmodernistyczny eklektyzm na granicy gry pozorów, czarnego humoru i autotematyzmu (co swoją drogą brzmi trochę snobistycznie, nie sądzicie?) Ale do rzeczy: mamy niemiecką wyspę Sylt, raczej skąpaną w deszczu i raczej nieprzyjemną od przenikliwych wiatrów. Mamy bohaterów – malarza przesiadującego w lokalnym barze z sekretną przeszłością, wdowę po zaginionym na morzu badaczem oceanu, wesołą Angielkę Rose oraz pobitego Cyryla. To ciekawe towarzystwo jest połączone przeróżnymi więzami zależności. Akcja obraca się wokół popularnego motywu „kto zabił”(/„kto pobił”). Lecz Księżyc Myśliwych to prawdziwy koktajl form i stylów. Szczególnie wyróżniają się listy pomiędzy autorkami, niby wtrącone tak „a propos”, żeby nieco spowolnić akcję, a urastają w mojej ocenie do rangi prawdziwych perełek. Listy to tematyczny misz-masz, przypominający trochę notesy nastolatek, w których można znaleźć wszystko, od przepisów, po linki do Youtube. Na szczęście najwięcej miejsca poświęcono jednak poważniejszym przemyśleniom. Autorki zapełniły strony swojej powieści maksymalnie dużą liczbą odniesień filmowych (postać Bergmana przywołana zostaje częściej niż niektórzy bohaterowie) i literackich (Karen Brixten). Co drugie zdanie zasługuje na nieśmiertelność w formie cytatu. Warstwa językowa to piątka z plusem. Co w takim razie nie zadziałało?

Gdyby autorki poprzestały na samych listach, wyrzucając całą tą nieciekawą historię fabularną byłoby to z korzyścią dla wszystkich. A tak to za piękną otoczką, kryje się… pustka. Ta książka to według mnie wydmuszka. Bardzo piękna, owszem, ale jednak wydmuszka. Z przykrością to mówię, ale ta powieść nie ma w sobie nic odkrywczego, nic zapadającego w pamięć, nic co wyniosłoby ją ponad przeciętność. Historia jest po prostu prosta (może nawet prostacka w pewnych momentach), miałam wrażenie, że momentami leciała po banałach. Oczywiście to nic złego, tak samo jak nie każdy ma ochotę w sobotę wieczór studiować „Wojnę i pokój” zamiast oglądać seriale na Comedy Central tak samo nie każdy oczekuje od dzieła pań Krenz i Bielak, że stanie w jednym szeregu ze światowymi klasykami.

Ja niestety oczekiwałam tego – dlatego poprzeczka była zawieszona bardzo wysoko. Jestem pełna nadziei, że autorki objawią jeszcze swój talent, jeśli tylko znajdą pomysł na chociaż trochę ciekawszą historię. Polecam – nie polecam. Zależy czego szukacie.

Księżyc myśliwych. Katarzyna Krenz, Julita Bielak.

1 komentarz: