Najnowsze posty

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Opowiadania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Opowiadania. Pokaż wszystkie posty
Dziś kilka propozycji książek dla tych, którym gdzieś w milionie spraw do załatwienia umyka atmosfera świąt Bożego Narodzenia.


1. Noelka. Małgorzata Musierowicz. 
Wracam do tej książki baardzo często właśnie w okresie zimowym. Jest to opowieść o zadziornej i trochę egoistyczniej dziewczynie, która doznaje gorzkiego rozczarowania w wigilię Bożego Narodzenia. Chłopak, na którego czeka nie przychodzi. Niespodziewanie to wydarzenie zmieni nie tylko plany świąteczne Elki, ale i całe jej życie. Powieść pełna humoru, ciepła i wiary w to, że czynienie dobra przyciąga jeszcze więcej dobra.

2. Podaruj mi miłość. 12 świątecznych opowiadań. Kelly Link, Holly Black i inni.
Książka, która ponoć jest jednym z najlepszych pomysłów na świąteczny prezent dla dziewczyny : ) Mimo, że jej grupą docelową jest młodzież, to i dorośli znajdą w niej przyjemność. Te krótkie, a zabawne opowiadania udowadniają, że magia świąt kryje się w nas. Różnorodność stylistyczna (od komedii romantycznych po fantastykę) sprawi, że każdy znajdzie tu coś dla siebie.

Źródło
3. Listy Świętego Mikołaja. J.R.R. Tolkien.
Tolkiena znacie chyba wszyscy. Kto nie czytał, kto nie oglądał "Władcy pierścieni" lub "Hobbita". A tu okazuje się, że Tolkien był również świetnym tatą i odpisywał na listy swoich dzieci, podszywając się pod świętego Mikołaja. Dołączał do nich piękne rysunki. Przemycał też mnóstwo wątków fantastycznych. Wyobrażam sobie jak jego dzieci musiały być podekscytowane czekaniem na list od samego świętego. To książka dla dzieci, jasne, ale może sami również macie swoje pociechy i chcielibyście sprawić żeby ich dzieciństwo było wyjątkowe. Lektura "Listów..." na pewno Was do tego zainspiruje.

4. Stokrotki w śniegu. Richard Paul Evans.
Współczesna wersja "Opowieści wigilijnej". Piękna historia o tym, jak bardzo można się zmienić. Może jest momentami trochę banalna lub patetyczna, ale mimo kilku minusów warto ją poznać.

5. Garść pierników, szczypta miłości. Natalia Sońska. Powieść opowiadająca o perypetiach dziewczyny Nigdy-Się-Nie-Zakocham, która oczywiście co robi? zakochuje się ; ) Lekkie czytadełko na zimowe wieczory.

A Wy co jeszcze dodalibyście do tej listy?

Czasem zapominam o tym jak wielki jest świat. Wiecie, mam wrażenie, że wszystko co ważne dzieje się tu i teraz. Moją sceną jest moje miasto (moje miasta chciałabym powiedzieć), czasem rozszerzam ją przy istotnych wydarzeniach, czasem (zdecydowanie za rzadko!) podróże otwierają mi oczy i widzę coś i n n e g o. Ale tak jak mówię, centrum mojego wszechświat jest tutaj, w Polsce. Dlatego, tak ekscytujące jest p o z n a w a n i e czegoś nowego. Przeczytałam ostatnio naprawdę interesującą książkę - "Zielone migdały, czyli po co światu Kurdowie". I powiem Wam, warto!


Tak jak napisałam, mój ograniczony świat niezbyt chłonnie przyjmuje zalew informacji, z których większość jest negatywna, a pozostała część naciągana. Nie mam telewizji, czytam tylko wiadomości ekonomiczne i kulturalne, więc z jednej strony spokojniej mi się żyje, z drugiej zostaję zaskoczona wydarzeniami dla większości oczywistymi.

O Kurdach wiedziałam tylko tyle, że mają coś wspólnego z Bliskim Wschodem, a to "coś" było bardzo nieokreślone. Sformułowanie Chemiczny Ali nie mówiło mi nic. Na temat sytuacji politycznej Iraku czy Iranu nie wiedziałam nic popartego faktami. Słabo, wiem.

Dlatego kiedy zupełnie przypadkiem wpadła w moje ręce książka o Kurdach, nie spodziewałam się niczego specjalnego. A tu niespodzianka. Nie dość, że historia tego narodu jest ciekawa (bardzo krwawa, ale też budząca podziw), to jeszcze opowiedziana w przystępny sposób. Bohaterami kolejnych rozdziałów, które są osobnymi historiami są najróżniejsi ludzi, co zwłaszcza w literaturze faktu jest potrzebne, bo pozwala na bardziej obiektywne spojrzenie. I tak, opisane jest podejście Kurdów do islamu, poszukiwane są przyczyny ich wyobcowania w Iraku, Iranie czy Turcji, przybliżone zostają makabryczne karty ich historii, zarówno takie, w której byli ofiarami, ale też te, w której stawali się bratobójcami. Rozważania o przyszłości Kurdów, marzenia o niepodległości... Naprawdę jest co czytać.

Nie chcę dużo pisać, żeby zbyt wiele nie zdradzać. Po prostu - przeczytajcie : )
                                       
Zielone migdały, czyli po co światu Kurdowie. Paweł Smoleński.
Szaleństwo, prawdziwe szaleństwo zdolne jest przebić pięścią mur.
Tym cytatem Terry'ego Pratchetta zaczyna się zbiór opowiadań o Berlinie. Traktują one o podziale miasta nie tylko w formie fizycznej - o murze przecinającym Berlin na pół; o murze dzielącym Europę na Wschodnią i Zachodnią. Mówią o murze między ludźmi, o tym czy naprawdę istniał i czy rzeczywiście upadł.

Berlin, podobnie jak całe Niemcy, został podzielony po II wojnie światowej na 4 strefy kontrolowane przez USA, Francję, ZSRR i Wielką Brytanię. Powoli zaczynała się zimna wojna. Sojusz powstały na potrzeby walki z Hitlerem zaczynał się rozpadać, a antagonizmy między Wschodem, a Zachodem zaczynały być coraz bardziej widoczne. Jednak to nie historia o państwach i "wielkich" tego świata, dla których mur był tylko kreską na mapie, jednym z elementów skomplikowanej gry politycznej. "12 kawałków o Berlinie" opowiada o zwykłych ludziach, którym zagrodzono drogę z pracy do domu. Zabrano ogród. Uniemożliwiono spotkania z narzeczoną. Historia zawsze jest najbardziej niezwykła właśnie w takich wspomnieniach.

Czytając tę książkę myślałam o tym, że każdy kraj ma swój niewidzialny, wewnętrzny mur. Jest w spojrzeniach ludzi, którzy patrzą na innych - tych mających inny odcień skóry i modlących się do innego Boga albo wyznających inne poglądy. Wszędzie tam, gdzie słowo "różnice" równoznaczne jest z "niebezpieczne". Trudne są te dzisiejsze mury, a przecież powstały z tych samych powodów co berliński. Ciężej je obalić, skoro istnieją tylko w głowach.

Wracając do samej książki - duże wrażenie na mnie zrobił także... wiek autorów. Są niewiele starsi ode mnie, a oprócz tego, że piszą bardzo dobrze, to jeszcze zdają się podchodzić bardzo dojrzale do tematu. Punkt dla pokolenia 80, 90.

Ozdobą reportaży są fotografie pokazujące "blizny" - te miejsca w Berlinie, które jeszcze nie tak dawno dźwigały na swych barkach kawałki muru. Dzisiaj tylko wprawne oko dostrzeże, że nie są to zwykle skwerki i cudze płoty. Szkoda jedynie, że nie dotyczą stricte opisywanych miejsc.

Jednym słowem polecam. Nie tylko tym, którzy lubią Berlin.
                                   
Mur. 12 kawałków o Berlinie. pod redakcją Agnieszki Wójcińskiej