Najnowsze posty

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Biografie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Biografie. Pokaż wszystkie posty
Kraje ogarnięte wojną to chyba ostatnie miejsca na ziemi, gdzie ktokolwiek chciałby się znaleźć. Krew, spadające bomby, ruiny, wszechobecny strach... śmierć. Śmierć, która jest zawsze obok, zawsze o krok. Nie muszę więcej mówić, nie potrzeba. Każdy od wojen ucieka. Są jednak ludzie, którzy na wieść o jakimś konflikcie pakują się i przylatują pierwszym samolotem. Nie tylko Ci, którzy w rubryce zawód mają wpisane żołnierz, nie tylko Lekarze bez Granic, nie tylko wszelkiego rodzaju wolontariusze. Korespondenci wojenni przyjeżdżają i pracują w najniebezpieczniejszych miejscach świata, żeby typowa polska rodzinka między poranną kawką, a ciasteczkiem zobaczyła 30 - sekundową relację z takiego Bliskiego Wschodu na przykład.

Źródło: flickr
Co reporterzy myślą o swojej pracy? Czy widzą w niej misję czy to dla nich "tylko praca"? Jak to jest kręcić relację ze zbombardowanej szkoły? Jak dziennikarze radzą sobie z emocjami? Co myślą o sobie nawzajem? Co o wielkich tego świata, którzy te wojny rozpętują i milionach maluczkich, którzy na niej umierają?

Dorota Kowalska Wojciech Rogacin
Na te i inne pytania próbuje odpowiedzieć książka "Korespondenci.pl". Zawiera głównie wywiady, ale i wspomnienia oraz różnej formy opisy oraz zdjęcia, których bohaterami są czołowi polscy reporterzy wojenni. Sami dziennikarze mówią o sobie, że wojnę podglądają przez dziurkę od klucza. Czytelnicy natomiast przez taką samą dziurkę podglądają ich w pracy. Bo oczywiście samemu rzemiosłu reporterskiemu bohaterowie książki poświęcają sporo czasu i miejsca w swoich wspomnieniach. Nie ma w niej na szczęście taniej sensacji, żadnego breaking news, nic z tych rzeczy. Jest za to wiele na temat wiz, pieniędzy, problemów z łącznością. Proza życia w zniszczonych krajach. Niektórzy śmiało i dosadnie wyrażają swoje poglądy, niektórzy mają w sobie więcej rezerwy. Na uwagę zasługują zwłaszcza wywiady z Jackiem Czarneckim i Piotrem Góreckim. Inni wypadają przy nich odrobinę gorzej. Czasami można wyczuć w niektórych wypowiedziach charakterystyczną dla radia i telewizji manierę. Delikatną, bo delikatną, ale jednak zauważalną (przynajmniej dla mnie). Wiecie, aż dziwicie się, że nikt nie dodał na koniec "dla programu pierwszego mówił dla państwa...".  

Jak jednym słowem określić tę książkę? Gorzka. To pierwsze co przychodzi do głowy na myśl o całym bezsensie wojen widzianych przez obiektyw kamery. Sporo w niej refleksji, sporo przemyśleń. Nie jest to lektura lekka, ale nie jest również przesadnie ciężka. Trudno nawet powiedzieć, żeby była odkrywcza. Dziennikarze opowiadają o wielu zabawnych (albo przynajmniej w ich przekonaniu zabawnych) sytuacjach. Czasami posiłkują się także niewybrednym słownictwem. Myślę, że "Korespondenci.pl" to książka przede wszystkim dla zainteresowanych aktualnymi problemami świata. Wtedy może się spodobać. Dla mnie całkiem dobre 6/10.

A Wy co myślicie o takim dziennikarstwie do zadań specjalnych?
                                 
Korespondenci.pl. Dorota Kowalska, Wojciech Rogacin.
Na początek wytłumaczę Wam dlaczego sięgnęłam po książkę "Aktorki. Spotkania" Maciejewskiego. To nie takie oczywiste. Większość z opisywanych pań znam tylko ze słyszenia, niewiele widziałam filmów z ich udziałem. Zwykle ich artystyczny rozkwit przypadał na czas, kiedy w najlepszym razie byłam dzieckiem (albo w ogóle mnie nie było). Rzadko oglądam "stare" filmy, jeszcze do tego polskie. Rzadko (niestety) bywam w teatrze. Naprawdę nie znam się na kinematografii. Krytyk byłby ze mnie żaden : ) Dlatego lektura "Aktorek" była dla mnie zupełnie nowym smakiem. Zostawieniem wszystkich znanych światów i spojrzeniem w coś odmiennego.


Maciejewski zaaranżował czytelnikom spotkania z samymi ikonami teatru i kina. I oto przed państwem:

Ewa Błaszczyk
Teresa Budzisz - Krzyżanowska
Stanisława Celińska
Anna Dymna
Krystyna Feldman
Barbara Krafftówna
Irena Kwiatkowska
Marta Lipińska
Danuta Stenka
Beata Tyszkiewicz
Ewa Wiśniewska

(jest też wersja bogatsza, z biografiami 20 aktorek zamiast 11)

Każdej z pań poświęcony jest osobny rozdział opatrzony fotografią. Autor zwykle oddaje głos artystkom, niekiedy przytacza więcej faktów z ich życia, czasami pozwala sobie na własne komentarze. Rozmowy toczą się przede wszystkim o życiu zawodowym. I to jest naprawdę piękne w tej książce. Można prawie zajrzeć do garderoby, przysłuchać się próbom przed spektaklami, podejrzeć jak rodzi się każda rola. To niesamowite jak bardzo aktorstwo, ale takie prawdziwe aktorstwo, jest pracą. Czytanie tej książki przypominało mi trochę zwiedzanie Teatru Słowackiego w Krakowie, gdzie poza efektem końcowym czyli sceną można było zobaczyć garderoby, szafy z rekwizytami, konstrukcję kurtyny i pomieszczenia pod sceną. Wszystko takie egzotyczne dla przeciętnego widza i takie codzienne dla pracujących tam aktorów.


Ponadto, "Aktorki" to także historie o kobietach. Naprawdę zwykłych kobietach. Takich, które wiecie, pieką ciasta, opowiadają o swoim ogródku, wyrażają dumę z dzieci. Wszystko subtelne, nienachalne, bez szukania taniej sensacji. "Gwiazdy", które z gwiazdorzeniem nie mają nic wspólnego (jakże inaczej od niektórych celebrytek).

Szczerze mówiąc jestem zauroczona książką pana Maciejewskiego oraz jej bohaterkami. Aktorki inspirują swoim podejściem do pracy, skromnością i ciągłym dążeniem do warsztatowej doskonałości. Polecam wszystkim, zarówno zainteresowanym tematyką kina i teatru oraz osobom takim jak ja. Świetny pomysł na prezent!

                               
Aktorki. Spotkania.
Łukasz Maciejewski.
Rzadko zdarza mi się sięgać po książki o II wojnie światowej. To bardzo trudne i wymagające od czytelnika tematy. Potrzeba do nich wiedzy, a z tą w trzecim pokoleniu po wojnie bywa różnie. Owszem, uczyliśmy się trochę na historii o Holokauście, obozach koncentracyjnych, AK, Żydach, getcie, powstaniu warszawskim. Później, analizując te same wydarzenia z różnych stron, dochodziliśmy do wniosku, że tyle jest prawd, ilu jest ludzi. A na wojnie nie ma wygranych, bo każdy tam przegrywa. Po co czytać takie książki? Po co się interesować tamtymi czasami, tamtymi ludźmi? Cytując główną bohaterkę:
Moim marzeniem jest, aby pamięć stała się ostrzeżeniem dla świata. Oby nigdy nie powtórzył się podobny dramat ludzkości.
Dla tych, którzy nigdy nie słyszeli o Irenie Sendlerowej - była ona głównym trybem w machinie, która uratowała ok. 2500 dzieci i dorosłych Żydów z warszawskiego getta. Organizowała ich ucieczkę, załatwiała właściwe papiery, przemycała do kolejnych mieszkań i rodzin. W czasie kiedy za podanie szklanki wody Żydowi groziła śmierć. Już te kilka zdań mrozi krew w żyłach. O dziwo, osoba Ireny Sendlerowej stała się znana współczesnemu światu za sprawą kilku amerykańskich uczennic, które zainteresowały się jej życiorysem. Powstała o niej książka, film, została uhonorowana wieloma nagrodami, była nominowana nawet do pokojowej Nagrody Nobla.

Źródło
Sama pani Irena powiedziała, że nie rozmawia o wojnie z osobami, które jej nie doświadczyły. Widać, że wspomnienia sporo ją kosztują. W książce bardzo wiele miejsca jest poświęcone współpracownikom, ciągle wymieniane są kolejne osoby, bez których wyprowadzanie dzieci z getta byłoby niemożliwe. Dlatego trudno ocenić książkę. Jest ona przede wszystkim dokumentem. Gąszcz nazwisk, miejsc, zdarzeń - wszystko to, aby o nikim nie zapomnieć. Wyobrażam sobie, jak ważne musiało być dla pani Ireny opublikowanie każdej znanej jej cząstki sieci ratującej Żydów.

Jednak dla zwykłych czytelników, takich jak ja, wprowadza to zamęt. Bo przecież najlepiej oddziałują na nas emocjonalne, plastyczne opisy, nie suche fakty. Dla przykładu, przytoczę Wam moje wspomnienie sprzed dobrych kilku lat związane ze zwiedzaniem Muzeum Powstania Warszawskiego. Spędziliśmy tam cały dzień. Przewodnik przekazywał dużo informacji (większość pewnie bardzo wstrząsających), a jednak największe wrażenie zrobiły na nas kanały. W muzeum jest taki kilkunastometrowy odcinek, mający obrazować, jak wyglądało ukrywanie się Warszawiaków w kanałach. Przewodnik najpierw o nich opowiedział, a później zapytał, kto jest chętny przejść się po nich. Oczywiście cała klasa musiała spróbować i po kolei przeciskaliśmy się przez te wąskie i niskie kanały. Gdy wyszliśmy, przewodnik zgasił w nich światło i powiedział "a teraz zobaczcie jak to było naprawdę". Po ciemku, wśród dosłownie dwóch rozgałęzień czy skrzyżowań już nikt z klasy nie czuł się tak pewnie. Posłuchaliśmy później jeszcze o tym, że uciekinierom towarzyszył stale strach, szczury, chłód. Pamiętam to do dziś, choć minęło już wiele lat od tego wydarzenia.

Dlatego czym innym jest dla mnie opinia o samej historii Ireny Sendlerowej - która niewątpliwa była bohaterką, a w istnym piekle zachowała człowieczeństwo i niosła niezmordowanie pomoc potrzebującym, a czym innym ocena książki. Mam nadzieję, że opowieść o niej doczeka się kiedyś bardziej "fabularnej wersji".

A Wy, znacie historię Ireny Sendlerowej? Jak myślicie, jaka forma jest najlepsza do poznawania historii naszego kraju?

                                              
Dzieci Ireny Sendlerowej. Anna Mieszkowska.